Na tej stronie znajdą Państwo prezentacje projektów Akceleratora StoryLab.pro mikrobudżet 2024.
Na całość prezentacji projektu składają się cztery elementy: video-pitch, one-pager, pytania i odpowiedzi do projektu zadane podczas pitchingu, nagranie pierwszego czytania przez aktorów wybranej sceny ze scenariusza.
Prawa autorskie do projektów należą całkowicie do autorów.
Dane kontaktowe do autorów znajdują się w one-pagerach.
Ewentualne pytania można kierować do StoryLab.pro
Andrzej Gorgoń – a.gorgon@storylab.pro – +48 602 313 217
Projekt czerpie inspirację z rzeczywistych doświadczeń i osób, które poznałam, będąc częścią niszowych działań artystycznych. Znam trudności i zmagania związane z tym środowiskiem praktycznie od podszewki. W czasach, gdy coraz więcej osób tworzy własne miejsca pracy i wybiera samozatrudnienie w poszukiwaniu swojej drogi, uważam, że to środowisko jest niedostatecznie eksplorowane. Projekt uwzględnia ograniczony budżet, co sprzyja kreatywnym rozwiązaniom i innowacyjnym metodom realizacji. Przedstawia twórcze kobiety z pazurem, które wychodzą poza stereotypy i konwencjonalne oczekiwania.
Docelową widownią mojego projektu są głównie kobiety, ale również Ci, którzy szukają filmów z pełnymi sprzeczności, wielowymiarowymi bohaterkami łamiącymi stereotypy. To również twórcy, artyści, pisarze i osoby prowadzące niszowe działalności, którzy mogą się identyfikować z tematyką projektu i docenić jego autentyczność. Dodatkowo, film ma szansę przyciągnąć widzów ceniących produkcje poruszające kwestie osobistej wrażliwości, komunikacji oraz relacji międzyludzkich w kontekście zawodowych wyzwań.
Moje doświadczenie w branży filmowej rozpoczęło się 15 lat temu w Londynie. Od tego czasu pracowałam na różnych stanowiskach, takich jak reżyserka, producentka, scenarzystka (w krótkich metrażach), reżyserka castingu, operatorka kamery i edytorka. Projekty, nad którymi pracowałam, były prezentowane na wielu festiwalach filmowych.
Jednak najważniejszą lekcją, jaką wyniosłam, jest umiejętność skutecznej komunikacji i współpracy z innymi. Film to dziedzina, w której nieustannie uczymy się nowych sposobów opowiadania historii i wprowadzamy innowacyjne podejścia realizacyjne. W pełni zdaję sobie sprawę, że nie zawsze będę miała wszystkie odpowiedzi i będę potrzebować wsparcia oraz porad od innych. Kluczowe dla mnie jest umiejętność współpracy oraz szanowanie roli każdego członka zespołu.
Sztuka udzielania feedbacku jest dla mnie fundamentalna, ponieważ wpływa nie tylko na efektywność współpracy, ale także na zdrowie psychiczne wszystkich członków ekipy. Wierzę, że tylko w atmosferze wzajemnego szacunku i wsparcia mogą powstawać wyjątkowe filmy i trwałe wspomnienia.
Lubię filmy które łączą egzotykę (obcy mentalnie bohater lub mało znane środowisko) z osobistym rysem. Pierwsze sprawia, że autor nie startuje z jakąś gotową mądrością czy tezą do przekazania, ale raczej pytaniem, na które sam chciałby poznać odpowiedź; drugie nieco uziemia, nie pozwala autorowi odlecieć, czuwa nad wiarygodnością bohaterów i ich motywacjami.
Dla mnie taką egzotyką było środowisko klaunów medycznych – mało znanej, ważnej profesji, które pomaga w procesie zdrowienia. Klauni wprowadzają nieco anarchii w nieznośnie uporządkowany świat szpitala, sprawiają, że podczas pobytu pacjent czuje się jak osoba, a nie tylko ciało, wymagające naprawy.
Fascynuje mnie jak klauni odpowiadają na potrzeby pacjenta, mimo że nie mają tyle czasu co psychoterapeuta – wpadają na chwilę i za pomocą improwizacji łapią kontakt. Dlatego muszą być bardzo skupieni i uważni, a także przygotowani na niechęć i odrzucenie. Zaintrygowało mnie, że z tego spotkania w śmiesznej konwencji profity czerpią także sami klauni. Mimo ciężkich warunków w jakich pracują, często ze śmiertelnie chorymi, mówią o radości jaką czerpią z tych krótkich interakcji. Nawiązanie kontaktu z kimś kto cierpi nazywają prawdziwym magic moment.
W trakcie researchu przypomniał mi się mój własny magic moment. W czasi studiów praktykowałam w “gimnazjum z oddziałami specjalnymi” – w klasach z dziećmi z trudnych środowisk, rodzin alkoholowych. Był tam jeden szczególnie trudny chłopiec, który potrafił rozwalić całą lekcję w kilka minut, nie przestawał mówić, zaczepiał nauczyciela. Opiekunka praktyk poinstruowała mnie, że musi zawsze siedzieć w “oślej ławce”, a ja powinnam go ignorować, reagować tylko w kompletnie beznadziejnych przypadkach. Wydało mi się to okrutne i bezproduktywne – męczyliśmy się oboje bez szans na poprawę. W końcu zaśmiałam się z jednego z jego żartów – był tym zachwycony, bo poczuł się zauważony. I szybko okazało się, że jest całkiem zdolny, ma w sobie ciekawość i umie się zaangażować w lekcję.
W scenariuszu Eryk w dzieciństwie jest chłopcem z mojej historii, a już jako dorosły, jako klaun, staje po drugiej stronie i pomaga innym poczuć się wyjątkowo w arcytrudnych warunkach. Nie wiem co stało się z tym chłopcem, ale lubię myśleć, że jego pamięć o naszym spotkaniu choć trochę pomogła mu w dorosłym życiu.
Nie wiem czy wiecie, ale w Nowym Jorku wypadki spowodowane nieodpowiednim korzystaniem z technologii mają osobną kategorię a ich liczba stale rośnie; w Chinach mają osobny pas dla ludzi poruszających się z nosem w telefonie. Czy tego chcemy czy nie nasze rozproszenie wpływa znacząco na kształt relacji, na kulturę i być może stanie się punktem zwrotnym naszej cywilizacji. Zajęcia z jogi czy medytacji mogą nie wystarczyć aby utrzymać nasz poziom inteligencji emocjonalnej.
Na jakimś poziomie “Eryk Rudy” to historia o tym jak sami się unieszczęśliwiamy nie mogąc mentalnie być tu i teraz. Nie potrafimy się skupić na jednej rzeczy, nie doczytujemy artykułów do końca, nie mamy cierpliwości słuchać dłuższych wypowiedzi. Ciągle scrollujemy – czekając na autobus czy stojąc w kolejce – bo nie chcemy się nudzić. To paradoksalnie sprawia że nudzimy się cały czas, poświęcając czas czynnościom do których nie przywiązujemy wagi, na autopilocie. Ten stan odklejenia męczy. Ciągłe notyfikacje i skrawki informacji generują ogromny wydatek energetyczny nie rekompensując go treścią, emocjami i znaczeniem.
Chciałam żeby moja historia dotykała tego właśnie odklejenia. Stan ciągłego zmęczenia, potrzeby prokrastynowania i szukania wyjścia w zewnętrznych czynnikach przypomina mi wypalenie zawodowe. To punkt wyjścia mojego bohatera, a stawanie się klaunem to jego terapia, która być może zachęci widza do poszukiwania własnej.
Moja historia porusza też temat dojrzałości, która jest czymś innym niż dorosłość. Dorosłość dopada każdego w postaci pracy, rachunków do opłacenia, opieki nad rodziną. Dojrzałość to proces wymagający wysiłku, samoświadomości oraz akceptacji dla świata i samego siebie. Kolejnym ważnym tematem było dla mnie zagadnienie dobra, które rezonuje – wszystkie te małe gesty które nas nie kosztują dużo wysiłku, ale mogą znaczyć bardzo wiele dla innych.
Chciałam, aby mój scenariusz był taką bajką dla dorosłych, o tym, że na każdy moment poczucia beznadziei znajdzie się rozwiązanie, tylko czasem trzeba go poszukać poza schematem i nie dać sobie wmówić, że twoje poczucie stagnacji jest nieistotne czy śmieszne, bo “inni mają gorzej”. Jak mój bohater wierzę w siłę narracji. Eryk pokrzepiał się historią swego imiennika Eryka Rudego. Może mój klaun-wiking też kogoś zainspiruje?
“Na Rauszu”- u Vinterberga zmęczony życiem i rutyną bohater, idzie w kulturowo uznaną formę ucieczki – picie alkoholu, ale podlaną niecodzienną filozofią – u mnie w niecodzienny zawód klauna. Oba filmy opowiadają o kryzysie wieku średniego, wypaleniu zawodowym i życiowej stagnacji. Oba na swój sposób pokazują, że do życia potrzebna jest nie tylko dobra praca, rodzina i brak biedy, ale odrobina kreatywności, chaosu, ekscesu.
“Joker” to przede wszystkim opowieść o skrzywdzonym chłopcu, którego nie spotkało w życiu nic dobrego, a jeden zły gest przepełnia czarę goryczy i robi z niego rewolucjonistę. U mnie jest skrzywdzony chłopiec, którego mały gest uratował i później zarezonował w dorosłym życiu, sprawił, że zamiast świat niszczyć postanowił go ratować – choćby mały jego skrawek. U Todda Phillipsa sceny, w których Arthur pracuje jako klaun są figurą klęski i marazmu, u mnie – znakiem odrodzenia i nadziei.
W “Przesileniu zimowym” podobnie jak w mojej historii bohaterem jest inteligentny, ale zgorzkniały człowiek, którego możemy lubić chyba tylko za złośliwe poczucie humoru. Dopiero nawiązanie relacji z uczniem, który też zmaga się ze swoimi demonami sprawi, że wejrzy w siebie i zechce się zmienić. W mojej historii bohater także nawiąże kontakt z trudnym antagonistą. Obaj niespełnieni artyści, którzy zbyt długo wmawiali sobie, że wszystko jest w porządku, postanawiają zaryzykować i wyruszyć razem w podróż w nieznane by zrealizować artystyczne marzenia.
Faktycznie, moją inspiracją do powstania tej historii były wypowiedzi kilku moich znajomych na temat tego kto gdzie chciałby być kiedyś pochowany i dlaczego.
Wynikało z tych wypowiedzi, że dość bliskie mi osoby mają różne pomysły na swoje ciało po śmierci i różne motywacje.
Zaczęłam się zastanawiać czy możemy oceniać ludzi, którzy chcą by ich prochy były np. rozsypane na morzu, na szczycie jakiejś góry, albo na pustyni? Ale co wtedy z uczuciami osób im najbliższych? Co z córką, czy synem, którzy potem pewnie będą cierpieć, bo nie będą mieć miejsca, konkretnego grobu, do którego mogą iść się pomodlić, porozmawiać pośmiertnie ze zmarłą, najbliższą im osobą? Kto w takich przypadkach ma więcej racji i czyje motywacje są ważniejsze?
„Baza do życia” to przede wszystkim dramat, ale pojawiają się w nim też elementy komediowe. Dostarczą ich perypetie sąsiedzkie pomiędzy głównym bohaterem, starszym panem a parą sąsiadów 30-kilkulatków, właścicieli domku działkowego obok.
Sam Henryk, ekscentryk i zgryźliwy tetryk, ma cyniczne poczucie humoru, które w pewnym momencie polubi jego nieproszony gość, lokator Szymon. Poza tym „Baza do życia” jest pełna tajemnicy, napięcia i chwytów suspense. Akcja tak jest prowadzona, by widz od początku zadawał sobie dużo pytań: dlaczego główny bohater chce zrobić coś tak dziwnego, jak zorganizować grób żony w ogródku? Czy on jest normalny, czy to wariat? Kim jest lokator, który niby przybył do niego przypadkiem, a go śledzi? Kim jest kobieta z telefonu? Co znajduje się w skrzyniach, które przyjdą do Henryka? Ciekawość widza, będą podsycali też jego sąsiedzi, podglądający go przez lornetkę.
Na przestrzeni lat poznałam osobiście wiele osób, które pracowały na statkach, jachtach, na morzu. To były zawsze wyjątkowo ciekawe osoby. Aby wykonywać taką pracę , daleko od domu, często bardzo odpowiedzialną, trzeba mieć silny charakter, by dobrze współgrać z innymi w ciężkich warunkach, potrafić szybko rozwiązywać problemy i umieć funkcjonować z innymi na dość ograniczonej przestrzeni.
Samemu w okolicznościach takiej pracy, bardzo często skrywa się swoje potrzeby, konflikty, emocje. To jest świetny materiał na konflikt wewnętrzny i zewnętrzny bohatera.
Wiele lat pracy na morzu w przypadku marynarza to też tysiące przygód i doświadczeń.
Po pierwsze, życie mi go przyniosło – coraz więcej osób w moim otoczeniu chorowało. Po drugie, interesowało mnie to, że zdrowie psychiczne nadal jest tematem tabu.
Poza tym dotarłam do statystyk, które mówią, że ponad 20% Polaków doświadcza co najmniej jednego zaburzenia psychicznego w ciągu swojego życia, czyli co piąta osoba w kraju. Oprócz tego WHO przewiduje, że do 2030 r. depresja będzie najczęściej występującą chorobą na świecie.
Empatyczne podejście do tematu zdrowia psychicznego oraz bohaterowie, którzy wykazują empatię wobec siebie nawzajem.
Dodatkowo, w scenariuszu występuje element „filmu w filmie”.
Pacjenci nagrywają bajkę dla synka głównej bohaterki, Mai, a później akcja kończy się zbiorową sceną oglądania tej produkcji. Ich film pokazuje, że w szpitalu można otrzymać pomoc i spotkać fajnych, ciepłych ludzi – co przedstawia zupełnie inną perspektywę niż w „Locie nad kukułczym gniazdem”.
Chodziłam na wiele warsztatów i kursów scenariuszowych oraz filmowych. Aż w końcu poczułam się gotowa, więc napisałam scenariusz filmu pełnometrażowego! Teraz szukam producentki/a, który razem ze mną zrealizuje ten film.
Jest to świat wykraczający nieco poza rzeczywistość, trochę niezwykły i dziwaczny.
Jako, że jest to historia o współzależności ludzi i drzew, to to powiązanie między nimi jest
pokazane w sposób symboliczny i lekko surrealny.
Główną bohaterką w mojej opowieści jest kobieta – Flora Brzozowska, ale przybliżam
również jej rodzinę, która żyje razem z nią w siedlisku brzóz, w powojennym bunkrze.
Zbierają oni potrzebne im rzeczy z leśnych wysypisk i choć wydają się tacy jak my, to nie
do końca tak jest. Poruszają się oni bowiem w drewniany sposób, przesiadują w
koronach drzew, a do transfuzji krwi używają żywicy.
Można powiedzieć, że ich dom, w takim dosłownym sensie, przeniesiony jest na
zewnątrz, do lasu; jest to jednak zrobione w sposób minimalistyczny.
Jest to film z nietypowym podejściem do tematu ochrony lasów. Dlatego moim twórczym
zamysłem jest tutaj połączenie realizmu z ekspresjonizmem, co również jest nietypowym
zabiegiem i co chciałabym ukazać nie tylko za pomocą obrazów, ale również samej
narracji.
Jako, że las jest tutaj jednym z bohaterów, odpowiednie lokalizacje są niezwykle ważne.
Chciałabym więc wykorzystać naturalną architekturę lasu, do stworzenia odpowiedniej
estetyki obrazu. Natomiast taka dosłowna scenografia typu mebel, bunkier jest bardzo
minimalna.
Generalnie w filmie dominują sceny realistyczne, które są przeplatane ze scenami
onirycznymi, a moja wizja jest połączeniem: dziwnej rzeczywistości; wizualnych i
dźwiękowych kontrastów; dystansu emocjonalnego postaci, oraz symbolicznych scen, które mają na celu sprawić, że film będzie miał unikalną atmosferę, będzie intelektualnie
angażujący i jednocześnie skłoni widza do refleksji.
Jestem scenarzystką oraz reżyserką a “Ludzie Korzeni” to mój długometrażowy debiut
reżyserski. Ukończyłam szkoły filmowe oraz szkolenia w Australii , Nowej Zelandii oraz
Stanach Zjednoczonych.
Mam na swoim koncie sześć scenariuszy długometrażowych, niektóre z nich wielokrotnie
znalazły się w finałach międzynarodowych konkursów scenopisarskich. Jednak “Ludzi
Korzeni” pisałam typowo na potrzeby mikro lub nisko budżetowego filmu.
Wyreżyserowałam również filmy krótkometrażowe, które były nagradzane na
międzynarodowych festiwalach, jak i przez gildie branżowe. Jeden z nich został
nagrodzony stypendium naukowym przez Davida Lyncha, inny z kolei znalazł się w
Konkursie Głównym na Najlepszy Film Krótkometrażowy podczas Międzynarodowego
Festiwalu Filmów Fantastycznych w SITGES; zdobył ponad 30 nagród i był również brany
pod uwagę do Oskarów w 2020.
Przed ponad dekadę mieszkałam na Antypodach, obecnie swój czas dzielę między
Polskę a Stany Zjednoczone.
komedia inspirowana prawdziwą historią
autor: Łukasz Jakubowski
To scenariusz w zamyśle komercyjny. Nie jest to kino osobiste, chociaż temat jest mi bliski. Jest to kino rozrywkowe z tematem podanym w w lekkiej, uniwersalnej formie.
Historia bazuje na schemacie komedii romantycznej z mocnym happy endem, więc widzowie ten schemat na pewno odkodują, ale dominującym gatunkiem jest komedia. Tematem nie jest miłość, chociaż odpowiedź na pytanie, czy bohater zdobędzie ukochaną, jest ważna. Tematem jest wolność i prawo do stanowienia o sobie samym.
Pracuję jako scenarzysta, piszę dla telewizji. Mam nadzieję, że „Marcinek. Ciasteczko mamusi” będzie moim pełnometrażowym debiutem.
Studiowałem na Akademii Filmu i Telewizji w Warszawie na kierunku reżyseria. Przez ostatnie kilka lat pracowałem przy niskobudżetowych teledyskach i reklamach.
Wyprodukowałem i wyreżyserował dwa krótkometrażowe filmy pt. „Cyngiel” (2012) oraz „Cisza” (2013). W 2019 nakręciłem krótki metraż pt. „Gracz” („Private Eye”), do którego napisałem również scenariusz. Obraz zdobył kilka nagród na festiwalach filmowych w tym za Najlepszy Oryginalny Scenariusz Krótkometrażowego Nieanglojęzycznego Filmu na festiwalu EAST EUROPE IFF w 2020 roku.
Odbiorcą tego filmu ma być szeroka widownia. Bardzo chciałem napisać trzymający w napięciu thriller sensacyjny, który pomieści się w mikrobudżecie.
Dobro zwycięża, ale nie bez ofiar. Wera, chemiczka produkująca narkotyki w sąsiednim domu, poświęci siebie, by uratować Żanetę, a dzięki niej swojego syna. Dla niego właśnie zamieniła karierę na uczelni na rzecz produkcji mefedronu gdzieś na końcu świata.
feel-good movie z elementami kina drogi
autorzy: Katarzyna Surma, Daniel Szajdek
Inspiracja:
– Męska wrażliwość w kinie; relacje rodzinne w szczególności ojców i synów oraz braci
– Walka, ucieczka, paraliż – czyli trzy strategie przetrwania, które chronią ludzką wrażliwość.
Przesłanie:
– Chłopaki niech płaczą – na przekór znanemu wszystkim powiedzeniu.
– Celem naszego projektu jest zrobienie pięknego i nieco zabawnego kina – intymnego i szczerego o ludziach którzy szukają siebie i sensu.
-Trudne tematy podane w lekkiej formie
– Humor wypływa z postaci i dialogów.
– Subtelny humor jak w filmie “Przesilenie zimowe”, “Mała miss” lub w serialu “Afterlife”
– Film niosący nadzieję i wiarę w człowieka
Kasia
Absolwentka kulturoznawstwa i psychologii ukończonych w ramach MISH-u na UW.
Pracuję jako psychoterapeutka, wcześniej związana byłam z branżą kreatywną i reklamową. Napisałam scenariusz do shorta „Nowy Początek” w ramach festiwalu 48hfp, za który otrzymałam nagrodę w kategorii najlepszy scenariusz. Film reżyserowany przez Daniela, poleciał do Los Angeles, gdzie ponownie został doceniony, a w finale wyświetlany przy festiwalu w Cannes. Uznanie dla tej historii zainspirowało nas do rozbudowania opowieści do pełnego metrażu.
Daniel
Reżyser i scenarzysta krótkich metraży i seriali telewizyjnych. Studiowałem reżyserię filmową w Film and Television Institute of India w Punie. Jestem członkiem stowarzyszenia filmowców polskich. Chciałbym by był to mój pełnometrażowy debiut fabularny.

Andrzej Gorgoń
właściciel, dyrektor zarządzający
a.gorgon@storylab.pro
tel. 602 313 217