fbpx
hello@storylab.pro

Pitching StoryLab.pro 2021

Nagranie Pitchingu online

Na tej stronie znajdą Państwo prezentacje projektów dyplomowych uczestników rocznego kursu w Akademii Scenariopisarstwa w StoryLab.pro 2020-2021.

Na całość prezentacji projektu składają się cztery elementy: video-pitch, one-pager, pytania i odpowiedzi do projektu zadane podczas pitchingu, nagranie pierwszego czytania przez aktorów wybranej sceny ze scenariusza.

Prawa autorskie do projektów należą całkowicie do autorów.

Dane kontaktowe do autorów znajdują się w one-pagerach. 

Ewentualne pytania można kierować do StoryLab.pro
Andrzej Gorgoń – a.gorgon@storylab.pro – +48 602 313 217

Akademia Scenariopisarstwa StoryLab.pro

2020 – 2021

„Wzgórze pamięci”

dramat
autor: Łukasz Ruciński

pobierz one-pager

Pokazujesz wypadek samochodowy, który dramatycznie zmienia życie wszystkich dookoła. Co pchnęło cię do zainteresowania tematem traumy?

To historia oparta na prawdziwych wydarzeniach. Kiedy usłyszałem, że strażak przyjechał na miejsce wypadku i tam zorientował się, że jego brat nie żyje – nie mogłem obok tak emocjonalnej sytuacji przejść obojętnie.

Poza tym, często słyszymy w mediach – doszło do wypadku, nie żyją 2, 3 czy nawet 5 osób. Ale jesteśmy do tego przyzwyczajeni, przechodzimy obok takich informacji obojętnie. Są dla nas kolejnym newsem, statystyką.

Ja chciałem wejść głębiej, pokazać, co dzieje się po takim wydarzeniu, które zmienia życie wielu osób – ofiarom często je odbiera albo okalecza, do tego z traumą muszą sobie radzić rodziny ofiar wypadków. Często przez resztę swoich dni.

Chciałem pokazać skutki fizyczne, ale także psychiczne, które dotykają takich ludzi – zespół stresu pourazowego, depresja, a często wyparcie nieszczęśliwych wspomnień, które wcale nie pomaga. Chciałem iść w skrajność. Pokazać, że często życie wymusza wejście w dorosłość, nie ma taryfy ulgowej.

Stworzyłeś wchodzących brutalnie w dorosłość chłopaków. Skąd pomysł na opowiadanie historii z perspektywy dwóch bohaterów?

To podwójna podróż dwóch przyjaciół, którzy nie wiedzą co będzie dalej, co zrobić, jak się zachować. Kiedy zaczynałem myśleć o tej historii, o tym scenariuszu – zastanawiałem się – kto ma być głównym bohaterem. Pośredni sprawca czy brat ofiary. Okazuje się, że wybór jest bardzo trudny.

Jeden i drugi mierzy się z ogromnym problemem, który pojawia się w ułamku sekundy. Oni będą zawsze od siebie zależni, nigdy się nie zapomną, mimo upływu lat i odległości. Z jednej strony jesteśmy wręcz pewni, że relacja czegoś takiego nie przetrwa, ale jednocześnie jakaś więź między chłopakami pozostaje do końca. To jest elektryzujące i to popchnęło mnie do nakreślenia takiego konfliktu.

Akcja osadzona jest na prowincji. Dlaczego zdecydowałeś się na portretowanie polskiej małomiasteczkowej społeczności?

Sam pochodzę z takiego środowiska. Z małej miejscowości, gdzie każdy każdego zna, gdzie nikt nie jest anonimowy, ciągle jest oceniany, często przez ludzi, którym tylko wydaje się, że mają rację i wszystko wiedzą najlepiej. To wszechobecne plotki, podejrzenia, wzajemne osądy. W przypadku kogoś podejrzewanego o popełnienie straszliwego czynu, to także ostracyzm, zdarza się, że lincz.

Poza tym, tak trochę wygląda prawdziwa Polska. To nie wielkomiejska bańka, w której żyjemy. To właśnie katolicka, surowa społeczność, w której o życzliwość często jest bardzo trudno. Może pesymistyczna ocena, ale jako dziennikarz – zjechałem ten kraj wzdłuż i wszerz. Wielokrotnie mogłem przyglądać się różnym środowiskom. Właśnie takie okoliczności wypadku wybrałem jako tło do opowiadanej historii, bo zależy mi na autentyczności.

Osadzenie takiej historii w środowisku miejskim pozbawia ją tego całego mięsa w postaci wzajemnych zależności i życia w miasteczku, gdzie bohaterowie mogą natknąć się na siebie na każdym kroku. A oni przecież są rozdarci: z jednej strony chcą sobie wykrzyczeć wszystko w twarz, z drugiej – najchętniej nigdy by się już nie spotkali.

„Na co wielkiej matce stopy”

dramat społeczno–obyczajowy
autor: Paweł Świerczyński

pobierz one-pager

Skąd inspiracja do napisania tego scenariusza w ramach dyplomu?

Wydaje się, że to bardzo smutna historia. Jak zadbasz o to, by nie była przytłaczająca i żeby były momenty na oddech?

Z tego co mówisz, jest to długa i złożona historia. Jak mieścisz to wszystko w jednym filmie fabularnym?

„Turbolandia”

komedia z elementami dramatu
autor: Michał Rębacz

pobierz one-pager

Skąd pomysł na komedię i decyzja, by opowiedzieć o nastolatkach?

Osobiście uważam, że w Polsce dawno nie było dobrej komedii dla nastolatków. Widząc nadchodzący kryzys psychologii wśród młodych ludzi, alienację, problemy z nawiązywanie relacji czy autorytetami, chciałbym wyjść do nich z pozytywną historią.
Sytuacja Covidowa też wszystkim dała w kość, dlatego teraz jest dobry czas aby się zluzować i pośmiać.

W pitchingu wspomniałeś, że widzisz dużo muzyki w Twoim projekcie. Czy możesz rozwinąć tę myśl?

Muzyka jest nieodłącznym elementem filmów dla nastolatków, jest tłem dla muzycznych montaży, sytuacji zauroczenia, czy najzwyczajniej muzyką z imprez. Dodatkowo pasją mojego głównego bohatera jest taniec, dlatego muzyka jest dla mnie tak ważna.
Będąc DJ-em i kolekcjonując zapomniane perełki okresu discofunk, od razu pisałem wybrane sceny z myślą o konkretnych utworach.

Jak wyglądał Twój research do tego projektu?

Zjeździłem kawałek Polski oglądając parki tematyczne i osady prasłowiańskie. Siermiężność tych miejsc aż sama się prosi o sfilmowanie. Do tego obserwacja znajomych niechcących dorosnąć, wiecznych muzyków, czy szukających zmiany w życiu dzięki kupnie kampera.
Stworzyłem bardzo dużo postaci, wątków i historii, ale po konsultacji z moim mentorem Rafałem Skarżyckim, skupiłem się na najważniejszych wątkach. Gdybym chciał to rozwinąć do serialu, to reszta czeka w szufladzie jako gotowy materiał.
Stwierdziłem że najważniejszy jest tutaj główny bohater, Miłosz, zagubiony 16-latek. Spędziłem dużo czasu na grupach dla młodych ludzi, czytałem o ich poczuciu bycia przegrywem, nieudanych randkach z Tindera, szukaniu porad wśród youtuberów. To właśnie do nich chciałbym dotrzeć z pozytywnym przekazem – bądźcie sobą.

„Komórki macierzyste”

mini serial sensacyjno-obyczajowy (4 odcinki)
autorka: Aleksandra Ambrozik

pobierz one-pager

Zaginięcie córki na koniec to mocne wydarzenie. Co planujesz?

Chciałabym żeby to było zakończenie pierwszego sezonu. Poznajemy matkę i córkę, które usiłują odnaleźć się uczuciowo i emocjonalnie. Przy czym ich konflikty, po powrocie Zofii z Nowego Jorku oddalą je jeszcze bardziej niż niedawna rozłąka. A kiedy zjednoczy je wspólna sprawa i zaczną działać razem, żeby wyjaśnić komu zależy na sfałszowanych badaniach – córka zaginie. Zofia znajdzie się w dramatycznym położeniu, córka zaginęła, bo ona nie uległa groźbom i szantażom. Uważała że prawda musi się obronić. W drugim sezonie Zofia będzie więc szukać córki i będzie musiała skonfrontować się ze sobą i tajemnicami rodzinnymi, które zepchnęła gdzieś głęboko.
Jestem otwarta na współpracę i inne pomysły. Nie będę zazdrośnie strzegła każdego przecinka. Umiem walczyć o swoje, nawet lubię się spierać, ale praca w zespole daje tę wartość że można się zderzyć z różnymi pomysłami i wybrać najlepszy.

Wspomniałaś, że twoja bohaterka to – „nietuzinkowa naukowczyni”. Co możesz powiedzieć o niej więcej?

Nietuzinkowa jak na polskie warunki. Zofia to kobieta dojrzała, zawodowo odniosła sukces. Nie bardzo sprawdziła się w roli matki, córkę urodziła na studiach i dotąd nie wyjawiła kto jest jej ojcem. Ma problem z utrzymaniem długotrwałych relacji i koleżeńskich i damsko – męskich. Uchodzi za bezkompromisową outsiderkę.
Mężczyznę w naszym kręgu kulturowym takie cechy wynoszą, kobiecie niestety ujmują. Napięcie i brak równowagi pomiędzy pracą a życiem prywatnym, Zofia odreagowuje na imprezach w klubie i w przygodnym seksie. Jest atrakcyjną kobietą po pięćdziesiątce więc incydentalnie ją to ekscytuje, ale coraz częściej po takim epizodzie nadchodzi nieuchronny kac. Dotychczasowym życiem udowodniła sobie i innym jak bardzo jest samodzielna i rozdająca karty. Teraz, choć nie chce się do tego sama przed sobą przyznać – coraz częściej doskwiera jej samotność i pustka.

Skąd twoje zainteresowanie tematem komórek macierzystych.

Jestem dziennikarką więc mam nawyk śledzenia tematów, które istnieją w przestrzeni publicznej. Oczywiście nie od tego zaczęłam pisać swój scenariusz, ale kiedy musiałam doprecyzować jakimi badaniami zajmują się moje bohaterki, trafiłam na temat komórek macierzystych. Akcję serialu umieściłam w Krakowie, bo to w Małopolsce istnieje potężny rynek, można powiedzieć „usług”, których nie reguluje prawo. Prywatne kliniki oferują terapię komórkową, której skuteczność nie jest w żaden sposób potwierdzona. To bezwzględny biznes, który przekupuje ludzi z tytułami naukowymi żeby się uwiarygodnić.
Mało tego, to wpływowe lobby prowadzi walkę z rzetelnymi naukowcami, którzy pracują nad wykorzystaniem komórek macierzystych w leczeniu. Choćby ostatni przykład: profesor mikrobiologii został pozwany o naruszenie dóbr osobistych i sąd wydał wyrok zakazujący mu publicznych wypowiedzi, w których podważa jako naukowiec skuteczność takich prywatnych terapii przy użyciu rzekomych komórek macierzystych.

„Biała Lilia”

melodramat, musical noir
autorka: Joanna Wojdowicz

pobierz one-pager

Co sprawiło, że sięgnęłaś po musical?

Zaczęło się od tego, że kilka lat temu zafascynowałam się kulturą i tańcem flamenco. Zwłaszcza taniec uwiódł mnie absolutnie swoją żywiołowością i szczerością w pokazywaniu emocji. I w pewnym momencie poczułam, że muszę napisać teraz taką historię, która pozwoli mi być blisko muzyki i tańca. Ale też dzięki której będę mogła pisać piosenki dla bohaterów i wrócić w ten sposób do moich poetyckich doświadczeń sprzed kilkunastu lat.
Musical jako gatunek właśnie dzisiaj, po kilkunastu miesiącach z pandemią, wydaje mi się jeszcze bardziej pociągający jako furtka do ucieczki przed tzw. normalnością i uwielbianym w Polsce realizmem. I nie dziwi mnie wcale, że popularność musicalu wybuchła w Ameryce jak Supernova w latach 30. XX wieku, tuż po wielkim kryzysie. Być może jesteśmy w podobnym punkcie w historii?
Coś, co w nim najbardziej kocham, to tzw. zawieszenie niewiary – to, że poddajemy się utopijnej, równoległej do rzeczywistości narracji i musimy schować wszystkie nasze logiczne przyzwyczajenia. Oraz to, że w numerach muzycznych tworzy się osobny świat, nagle coś zaczyna się dziać w wyobraźni, i zawsze z wysokim ładunkiem emocjonalnym. Nagle wszyscy przechodnie na ulicy tańczą w rytm naszych myśli i nikt nie wymaga od scenarzysty, żeby wcześniej pokazał ich żmudne próby choreograficzne! Tak na ekranie wydarza się magia, o ile tylko jesteśmy na nią gotowi.
Sama jestem gorącą fanką musicali francuskiego reżysera, Jaquesa Demy’ego, który w swoje filmy wkładał odrobinę więcej poezji i melancholii niż inni twórcy.

Co Cię zainteresowało w dwudziestoleciu międzywojennym?

W dwudziestoleciu interesują mnie przede wszystkim kobiety jako bohaterki tamtych czasów; to, jak zmieniała się ich pozycja w patriarchalnej Polsce, ile sobie w tym czasie wyszarpały wolności.
Moja filmowa opowieść rozpięta jest między dwie grupy kobiet: prostytutki oraz policjantki. Jedne i drugie miały specyficzny status w latach 30. Prostytucja była legalna, o ile kobiety się rejestrowały, chodziły na badania i zakładały tzw. czarne książeczki, burdele były oczywiście zakazane. Za to policjantki jako urzędniczki państwowe zobowiązywały się przez 10 lat nie wychodzić za mąż, w praktyce więc zgadzały się żyć w celibacie. Nie rekrutowano również mężatek. To jest dla mnie bardzo ciekawe zestawienie: kobiet, które za pieniądze obsługiwały mężczyzn, oddając im swoje ciało i kobiet, które zostały zobowiązane przez mężczyzn – przełożonych i urzędników państwowych – do abstynencji seksualnej, do wyrzeczenia się swojego kobiecego ciała. Aż chciałoby się zadać retoryczne pytanie, do kogo w latach 30. należały kobiety? Mam nadzieję, że mój film wypowie się na temat zależności kobiet od mężczyzn i tego, jak od tej zależności można się uwolnić.

Czego w swoim scenariuszu chciałabyś uniknąć?

Na pewno muszę dodać, że nie interesuje mnie w tym projekcie – czy w ogóle nie interesuje mnie w tym momencie – pokrywanie tego „starego świata” dwudziestolecia patyną, próba odtworzenia go dokładnie takim, jaki był. Mam już za sobą kilkuletnią pracę przy serialu dziejącym się w latach 20., zadebiutowałam nim 3 lata temu i wydaje mi się w tej chwili bardzo mało atrakcyjne niewolnicze trzymanie się realiów tylko po to, by opowiedzieć, jak było sto lat temu, nawet jeśli jest to opowieść fikcyjna. Nie zamierzam wymyślać starego kina, interesuje mnie nowe spojrzenie na lata 30., nowa perspektywa. Nie nazwałabym jej może feministyczną, ale na pewno skoncentrowaną wokół spraw kobiet.
Co nie znaczy, oczywiście, że lekceważę research– jestem od niego uzależniona i niestety, ciągle przybywa książek w mojej bibliotece i na moim czytniku. Zamierzam jednak świadomie naginać rzeczywistość lat 30. i bawić się nią, na co przyzwolenie daje mi właśnie musical jako gatunek.

„Całe lato”

dramat obyczajowy
autorka: Eliza Sarna

pobierz one-pager

Skąd pomysł na tę historię?

Przede wszystkim chciałam opowiedzieć historię young adult, ale nie o nastolatkach. Nastolatkom jeszcze się sporo wybacza, traktuje się ich trochę jak duże dzieci. Studentki natomiast uważamy za osoby dorosłe, mimo że nasze mózgi rozwijają się do 25 roku życia i to właśnie wtedy opanowujemy odpowiednią reakcję na nagrody, hamowanie impulsów i nastawienie na cel. Więc po osiemnastce mamy jeszcze 7 lat na robienie głupot.
Dodatkowo, w swojej historii poruszam problem mieszkania z rodzicami, a w Polsce wśród młodych ludzi niemal połowa mieszka z rodzicami. W tej sytuacji trudniej jest dorosnąć do samodzielności i przed tym staje też moja bohaterka. Karolina ciągle odkrywa kim jest, czego pragnie i potrzebuje do tego trochę więcej niezależności.

Wspominasz, że inspiracją są dla Ciebie filmy Grety Gerwig. Dlaczego?

Lubię historie o zwykłych ludziach. Wydaje mi się, że łatwiej nam z nimi empatyzować i przeżyć ich przygody, prawie jakby to były nasze przygody.
Dla mnie Greta Gerwig jest doskonała w tworzeniu takich bohaterek. One mogą być naiwne, trochę wredne, a czasem samolubne, ale i tak mają to coś, że je lubimy i im kibicujemy. Taka jest też moja bohaterka, myślę, że każdy nas może w niej odnaleźć młodszą wersję siebie – trochę zagubioną, nieporadną, ale też mądrą, dowcipną i zaradną. Z wielkimi marzeniami i planami na swoją przyszłość.

Na jakim etapie prac jesteś?

Skończyłam pisać drugi draft scenariusza. Chociaż tworzyłam ten projekt z myślą o pełnym metrażu, to moja mentorka Natalia Grzegorzek zasugerowała, że jest to historia, którą można też zaadaptować pod mikro budżet i wydaje mi się, że to bardzo fajny pomysł na tę opowieść. Chętnie będę rozwijać ten projekt dalej, a kierunek możemy obrać razem z zainteresowanymi producentami i reżyserami.

„Stado”

dramat fantasy
autorka: Ewelina Nakielska

pobierz one-pager

Skąd pomysł na wykorzystanie elementów mitologii słowiańskiej w Twoim tekście?

Pomysł na wykorzystanie elementów mitologii słowiańskiej przyszedł do mnie w trakcie researchu, kiedy chodziłam po lesie i szukałam przygód. Przypomniało mi się moje dzieciństwo, które spędziłam z babcią na wsi i smak chleba ze śmietaną i cukrem.
Mitologia słowiańska kojarzy mi się mocno ze sferą językową mojej babci, kiedy mówiła „do licha”, „czarci by to wzięli” albo że „zmora ją dusi”. Kojarzy mi się też z opowieściami, które snuła podczas długich wędrówek leśnych. Babcia opowiadała mi historie rodzinne i przeplatała je legendami o rusałkach, biesach i innych stworach.
Mitologia słowiańska jest polska, ale jednocześnie może być atrakcyjna i fascynująca dla Europy i całego świata. Lepiej znamy trole, ogry i świat „Władcy Pierścieni” niż swoje własne strachy na lachy.

Zdecydowałaś się włączyć do swojego scenariusza mało popularny gatunek fantasy. Skąd taka decyzja?

Nie tylko mitologia słowiańska ciągnie mnie w stronę fantasy, ale też przekonanie, że to bliski kontakt z naturą poszerza świadomość i pomaga w rozumieniu życia.
Kiedy pracowałam w szkole dla dzieci z autyzmem, rozmawiałam nie tylko z dziećmi, ale też z rodzicami o ich codziennych problemach.
Nie chciałam pisać o autyzmie pod kątem analizy medycznej, bardziej chodziło mi o zrozumienie duszy, o uchwycenie wrażliwości mojego przyjaciela. Szukałam metafory, jak wyobrażam sobie to, w jaki sposób on postrzega świat i jaki to ma wpływ na jego najbliższych.
Po zestawieniu tematu z gatunkiem widzę, że projekt ma potencjał nie tylko na film fabularny, ale może też rozwinąć się w stronę animacji.

Wspomniałaś, że jesteś reżyserką. Czy mamy rozumieć, że to Ty chciałabyś wyreżyserować ten film?

Tak, mam doświadczenie jako reżyserka przy etiudach i teledyskach i chciałabym, żeby to był mój debiut pełnometrażowy. Z drugiej strony, ta historia jest mi na tyle bliska, że jeśli tekst spodoba się komuś bardziej doświadczonemu, chętnie oddam go w dobre ręce. Jestem otwarta na współpracę, gdzie będę mogła uczyć się, rozwijać i do końca asystować przy tym projekcie.
Mój mentor, Michał Oleszczyk, powiedział w trakcie konsultacji, że „Stado” to tekst ciekawy i oryginalny, jest w nim napięcie psychologiczne i że zmierza w dobrym kierunku.

„Fragmenty”

dramat psychologiczny (30 min.)
autorka: Weronika Chwałek

pobierz one-pager

W jakim stylu będzie opowiedziana ta historia?

Chciałabym opowiedzieć ten film w sposób delikatny i subtelny. Tak jak czuły narrator Olgi Tokarczuk w literaturze, przenosząc to jednak na grunt kina, obrazów. Dlatego najbliższy jest mi styl intymny, autorski, w którym drobne przypadkowe gesty takie jak spojrzenie, dotyk, urastają do rangi najważniejszych i często znaczą nawet więcej niż słowa, są przekazywane między zdaniami. Poprzez te zabiegi chce ukazać dynamiczny i gwałtowny okres dorastania. Bliska jest mi narracja serialu Lennego Abrahamsona ,,Normalni ludzie” oraz sposób opowieści w serialu ,,Tacy właśnie jesteśmy” Luca Guadagnino’ego.

Co sprawia, że chcesz opowiedzieć tę historię i co jest w niej niezwykłego?

Przede wszystkim to, że jeszcze przez rok jestem nastolatką. Mam dziewiętnaście lat i okres dorastania wciąż jest mi bliski. Mam wrażenie, że dorośli nie do końca potrafią dobrze sportretować w filmach młode charaktery. Czasy zmieniaj się dynamicznie, sposób bycia nowych pokoleń również. Jestem współczesną nastolatką. Wiem jak mówimy, jak się zachowujemy. Zależy mi na czułej opowieści, ukazanej naturalnie, kładącej nacisk na psychologiczną perspektywę osób w moim wieku.
Moim zdaniem brakuje filmów dla młodych dorosłych, które nie są banalne, dziecinne i infantylne ale w szczery sposób pokazują na czym polega dojrzewanie i wchodzenie w dorosłe życie.

W jaki sposób ukazujesz bliską relację nastolatków, którzy nie są w związku ale przyjaźnią się do dzieciństwa?

Alicja i Maks mieszkają naprzeciwko siebie. Widzą swoje pokoje przez okna. Mają tajne kody świetlne. To ukazuje pewną czułość powiązaną z ich wspólnym, beztroskim dzieciństwem. Widać jednak także dystans. Między blokami jest przerwa. W tym kontekście zainspirowała mnie twórczość malarza, Edwarda Hoppera, nazywanego również twórcą izolacjoznimu i malarzem samotności. Dystans i okna w jego obrazach są wciąż powtarzającym się motywem. Ukazują przestrzeń i stwarzają pole do imaginacji, wychodzące poza obraz. Są to dzieła ukazane w sposób czuły ale zarówno chłodny, analogicznie do więzi Alicji i Maksa.
Zależy mi też na tym żeby sportretować dynamikę relacji ludzi w moim wieku, szczególnie w sytuacjach kryzysowych, analogicznie do tego co zrobił Magnus von Horn w Intruzie. We Fragmentach również bardzo ważne będą buzujące pod powłoką emocje, które charakteryzuje relacja moich bohaterów.

„Normalnie nie mogę”

mini serial komediowy (10 odcinków 10 min.)
autorka: Agnieszka Purc

pobierz one-pager

Co jest dla ciebie najważniejsze w tym projekcie?

Bardzo zależy mi na tym, by w lekki i zabawny sposób przybliżyć ludziom problem hipochondrii, ale co najważniejsze, nie wyśmiać samego problemu! Uważam, że nerwica hipochondryczna to poważna sprawa. Jednak fakt, że problem jest poważny, nie oznacza, że trzeba go podać w śmiertelnie poważny, przygnębiający czy depresyjny sposób. Wręcz przeciwnie. Świadomie wybrałam komedię, bo dzięki lekkiej formie, łatwiej dotrzeć do widzów z trudnym tematem. Trudne tematy, niepowodzenia, porażki są nawet wpisane w komedię, bo przecież̇ „komedia to tragedia, która przydarzyła się̨ komuś́ innemu”.

Moim serialem, chciałabym subtelnie i niepostrzeżenie uświadomić widza, czym tak naprawdę̨ jest hipochondria i obalić istniejące mity. Mam nadzieję, że dzięki temu, mniej osób będzie podchodziło do tego tematu lekceważąco lub z przymrużeniem oka, a więcej z empatią i zrozumieniem.

Wspomniałaś, że kolejne sezony to kolejne schorzenia. Wygląda to jak przepis na niekończącą się historię. Jak ewentualnie wyobrażałabyś sobie ciekawa zamknięcie całego serialu (po piętnastym sezonie)?

Chciałabym, żeby w ostatnim sezonie, terapeutka, która do tej pory była postacią drugoplanową i której główną rolą było to, byśmy mogli więcej dowiedzieć się o danym bohaterze czy bohaterce, w końcu stała się postacią pierwszoplanową.
Zobaczymy, z jakimi problemami zmaga się osoba, która na co dzień pomaga innym. Przekonamy się czy sama szuka pomocy, a jeśli tak, to u kogo oraz czy to, jaka jest w pracy, pokrywa się z tym, jaka jest w życiu prywatnym.

Serial komediowy to dobra rozrywka ale dobre seriale mają jeszcze to „coś” głębiej. O czym dla Ciebie jest też ten serial?

Dla mnie to serial o niepoddawaniu się i o odwadze. Tak odwadze, mimo tego, że mój bohater każdego dnia odczuwa strach. Bo czym jest odwaga? Do mnie przemawia to co powiedział Mark Twain – „odwaga to panowanie nad strachem, a nie brak strachu”. Mój bohater, mimo nieustającego lęku o swoje zdrowie, znajduje w sobie siłę i odwagę, by móc żyć normalnie – by chodzić do pracy, tworzyć związek, uprawiać sport itp. Oczywiście, dla większości osób, to zapewne żaden wyczyn, ale dla mojego bohatera, to często ogromna walka z samym sobą. Dlatego uważam go za kogoś bardzo odważnego.

„1990″

tragikomedia romantyczna z elementami sci-fi
autor: Piotr Śliwiński

pobierz one-pager

Tragikomedia romantyczna – oryginalny gatunek. Skąd taki wybór i co się za nim kryje?

Jednym z warunków sine qua non klasycznej komedii romantycznej jest happy end. W moim filmie nie ma zakończenia spod znaku „żyli długo i szczęśliwie”. Pojawia się w nim za to kilka cięższych tematów, takich jak mobbing, fałszywa przyjaźń czy wątek kryminalny. Nie oznacza to jednak, że łzy leją się tam hektolitrami. Próżno też szukać w nim patosu. Kwestia samego zakończenia historii również jest złożona, ponieważ na końcu dzieje się coś, co otwiera furtkę do szerokiego spektrum interpretacji, a happy end jest jedną z jak najbardziej uprawnionych. Szczęśliwe zakończenie jest w tym przypadku podobne do niemych końcówek w języku francuskim, które co prawda widać w tekście, ale nie wybrzmiewają na głos.

Dla kogo jest to film?

Dla każdego. Ponieważ jednak głównymi bohaterami historii są osoby kończące właśnie studia i wchodzące obiema nogami w dorosłość, z czego jedna z nich pochodzi ze współczesności, a druga z 1990 roku, film ma szczególny potencjał w grupie aktualnych young adults. Drugą grupą, w której ta historia możesz rezonować, są osoby będące obecnie w tak zwanym średnim wieku, które young adults były właśnie na przełomie lat 80. i 90.

Dlaczego podróż w czasie akurat do 1990 roku?

Bo jest to absolutnie bezprecedensowy moment w historii, kiedy niemalże z dnia na dzień system gospodarki centralnie planowanej został wyrzucony na śmietnik i zastąpiony „dzikim” kapitalizmem. To również czas spektakularnych karier, przetasowania dotychczasowego systemu wartości i gorączkowych próby kopiowania w przaśnych polskich realiach wyobrażeń na temat mitycznego wciąż Zachodu. Co więcej, z dzisiejszego punktu widzenia, ówczesne realia wydają się być równie egzotyczne co XIX wiek czy inne, jeszcze wcześniejsze epoki. Od tej egzotyki dzieli nas jednak tylko 30 lat, co oznacza, że większość dorosłej populacji miała okazję obserwować ją naocznie. Nie zmienia to jednak faktu, że gdybyśmy tam teraz nagle trafili, to bylibyśmy przysłowiową rybką wyjętą z wody, która gorączkowo trzepotałaby płetwami, rozglądając się na wszystkie strony chociażby za swoimi elektronicznymi zabawkami, bez których nie umiemy już funkcjonować.

„Korzenie”

komedia romantyczna
autorka: Anna Janiak

pobierz one-pager

Skąd pomysł na tę tajemnicę z przeszłości dotyczącą Cyganów?

Od lat zbieram historie rodzinne moich przodków i dopiero niedawno odkryłam opowieść o jednej z prababek, która przegrała w karty konia z rzędem, a następnie uciekła z taborem cygańskim. Dlaczego rodzina ukrywa tę historię? – Bo nie ma się czym chwalić – usłyszałam. Cyganie mają opinię złodziei, oszustów, pokazywani są jako przestępcy, ale mają też drugą stronę – to artyści, którzy żyją muzyką. To ludzie, którzy przez lata w taborach żyli blisko natury, rozumieją ją i czują. Podobno też potrafią wróżyć, rzucać klątwy… I tak właśnie baśniowo, magicznie pokazuję ich w „Korzeniach” – z pięknym, żywym tańcem i muzyką w finałowej scenie.

Dlaczego właśnie teraz chcesz opowiedzieć tę historię?

Próbą zrozumienia, jak tajemnice przodków wpływają na nasze życie zajmuje się wielu moich przyjaciół. Korzystają z metod nie uznawanych przez naukę, jak „totalna biologia”, czy „ustawienia hellingerowskie”. Jednak robiąc reaserch do filmu dowiedziałam się, że współczesna psychologia także coraz poważniej zajmuje się tym zagadnieniem, fachowo nazwanym traumami transgeneracyjnymi. I że dopiero teraz jest na to dobry moment, bo wielu z nas niesie wojenne traumy przodków. Wcześniej nie było gotowości, by o tym w ogóle mówić. Mogą one całkiem silnie wpływać na nasze współczesne życie, powodując np. poronienia, choroby ciała, ale i duszy. W mojej historii nie pojawia się jednak trauma, jako taka, ale tajemnica rodzinna – bo zależało mi na lekkim, komediowym charakterze opowieści.

Na jakim etapie pracy jesteś?

Napisałam już drugi draft mojej historii. Sprawiło mi to wielką frajdę, bo po pierwsze mogłam przenieść się na Kaszuby, które kocham, kojarzą mi się z odpoczynkiem i dziką przyrodą. Robiłam reaserch u rodziny męża na wsi, pomagając w oborze i słuchając ploteczek. I przede wszystkim dobrze się bawiłam pisząc sceny komediowe – jak chociażby ta, w której moja bohaterka przygotowuje prezentację o ekologicznym wykorzystaniu krowich odchodów. Przygotowuje ją na tip-top, ze slajdami i wszystkim, co ceni się na zebraniach w korporacjach, ale w efekcie okazuje się, że obejrzą ją… tylko krowy.

„Jeszcze nie jest za późno”

serial komediowy z elementami sensacyjnymi (8 odcinków 30 min.)
autor: Jan Purc

pobierz one-pager

Na czym budujesz komedię w Twoim serialu?

Przede wszystkim na na postaciach. Jako, że każdy dobry serial komediowy opiera się w dużym stopniu na nich, włożyłem dużo trudu, aby okazały się one ciekawe i ekscytujące dla widza.
Główny bohater mojego serialu Franek jest lekko wycofanym, nieasertywnym i mało przebojowym człowiekiem, który w toku serialu próbuje się zmienić, decydować sam o sobie i zawalczyć o to, co kocha. Dlatego szczególnie zabawne są jego konfrontacje z toksycznymi czy też zaborczymi bliskimi.
Franka otaczają inne oryginalne i komediowe postaci, takie jak:

Zygmunt, ojciec Franka, milioner, a takżę emerytowany, narcystyczny pilot i celebryta. Jest protekcjonalny i przekonany o tym, że zawód pilota, jest „zawodem wybranym”. Ulubieniec całej Polski, zapraszany do programów śniadaniowych, gdzie wypowiada się na wszystkie tematy i reklamuje, bez zażenowania, produkty dla kobiet, o których nie ma pojęcia.

Tytus to 12-letni chrześniak Franka, wredny, mały prześladowca, dla którego Franek jest wentylem jego licznych frustracji. Tytus chciałby, aby Franek przestał być jego chrzestnym, co jest szokujące, lecz zabawne.

Roland, to nieznośnie miły przestępca, którego Franek chciałby znienawidzić, bo kocha tę samą kobietę co on, ale przez to, że Roland jest tak uroczo miły i pomocny, to jest to praktycznie niemożliwe.

Komedia w moim serialu będzie również zawarta w komediowych sytuacjach, które przydarzać się będą bohaterom. Przemiana Franka z bezradnego w sprawczego i próba przekonania świata do tego, że nadaje się na pilota, dostarczy nam masę zabawnych sytuacji. Dodatkowo, interakcje między zróżnicowanymi i oryginalnymi bohaterami będą rodziły napięcie i humor.

Humor słowny pojawia się u mnie rzadziej, najczęściej wtedy, kiedy postaci wygłaszają zabawne zdania, wynikające z sytuacji, a nie z potrzeby opowiadania żartów, tylko po to, aby było śmiesznie.

Jak widzisz dalszy rozwój tej historii?

Drugim sezonie pytanie dramaturgiczne pozostaje praktycznie niezmienne, czyli czy Frankowi uda się zostać prawdziwym pilotem? Jednak zmianie ulegają okoliczności. W pierwszym sezonie Franek łamie swoje zasady moralne, aby zrealizować marzenie bycia pilotem, natomiast w drugim, musi robić to znacznie częściej, aby latać mimo braku uprawnień.
W drugim sezonie, Franek musi na jakiś czas dać sobie spokój ze zdawaniem egzaminu na pilota, jako że jego próba dostania się do linii lotniczej skończyła się katastrofą. Dlatego jedyną opcją na bycie pilotem, jest praca dla ultra miłego męża Olgi Rolanda, która staje się dla niego koszmarem. Po pierwsze, musi godzić się z wykonywaniem wielu niezgodnych z prawem misji, co jest dla niego trudne, a po drugie, cały czas musi patrzeć, jak jego ukochana jest w związku z kimś innym.
Franek ciągle marzy i próbuje wrócić do normalnej ścieżki kariery i miłości, ale cały czas jest to niemożliwe. Pod koniec 2 sezonu, Franek podaje innym przestępcom, miejsce pobytu Rolanda, aby pozbyć się rywala, czym jednak zniechęca do siebie Olgę i traci pracę. Jak sobie poradzi w tej sytuacji?

Z czego wynika Twoja chęć pisania komedii?

Powodów jest bardzo wiele. Jednak pra-powodem, czyli najważniejszym z nich jest to, że jestem improwizatorem. Improwizacją komediową zająłem się ponad 4 lata temu i w tym czasie miałem już prawie 600 występów. Uczyłem się improwizacji w Warszawie, Chicago i na licznych festiwalach impro.
Komedia improwizowana spowodowała dużą zmianę w moim życiu. Ze sprzedawcy włókien poliestrowych i plastików stałem się komikiem. Przez ostatnie lata nieprzerwanie pracuje nad tym, aby zwiększyć swoje kompetencje w dziedzinie komedii, próbując swoich sił w stand-up’ie, jako autor skeczy, współtwórca podcastu komediowego „1001 powodów do rozwodu”, twórca filmików, a ostatnio także autor żartów, których pisania uczyłem się pilnie w czasie pandemii. Dlatego naturalnym było dla mnie, że po zajęciu się scenopisarstwem, skoncentrowałem się na komedii.

„Remont”

komedia obyczajowa
autor: Maciej Kowalik

pobierz one-pager

Dlaczego remont?

Przeżyłem w życiu kilka remontów czy budów, w których pomagały sobie rodziny lub znajomi. Są to miejsca pełne emocji i zabawnych sytuacji. Ludzie, którzy mniej lub bardziej żyją obok siebie ale na co dzień nie współpracują ze sobą nagle muszą zrobić coś razem, dogadać się. W takich sytuacjach zawsze dochodzi do napięć i mniejszych lub większych wybuchów między ludźmi. Zawsze ktoś wie coś lepiej, ktoś inny nie chce tego słuchać. Jest wiele okazji by między członkami rodziny wychodziły wszelkie niesnaski. To po prostu świetne miejsce i mnóstwo okazji do konfliktów, wie to każdy kto brał wraz z rodziną udział w podobnym przedsięwzięciu. Przy rodzinie mniej się trymujemy i pozwalamy sobie na znacznie więcej co znakomicie napędza moją opowieść. To w końcu miejsce, w którym dochodzi do wielu napiętych ale też często zabawnych sytuacji. Ostatecznie jakby nie było mimo wielu przeszkód udaje się wspólnymi siłami stworzyć coś trwałego a to buduje więzi międzyludzkie i poczucie wspólnoty.

Skąd pomysł z 7 grzechami głównymi?

Od dawna interesuje mnie człowiek jako taki i to co nim kieruje. Chciałbym sportretować to co sprawia jacy jesteśmy jako ludzie, co prowadzi nas do destruktywnych zachowań w wyniku których ranimy zarówno siebie jak i ludzi wokół nas. Na 7 grzechów głównych patrzę jako na skodyfikowany przez naszą chrześcijańską kulturę zestaw podstawowych żądz czy też wad które nami kierują. Na przestrzeni dziejów w każdej epoce czy szerokości geograficznej postępujemy zawsze według tych samych schematów, powodowani tymi samymi pobudkami. Zawsze najdzie się ktoś kto się wywyższa, jest chciwy, rozpustny, zazdrosny czy zawistny, obżera się, pała gniewem czy jest leniem. To my ludzie i nasze 7 grzechów, tacy właśnie jesteśmy.

Wspomniałeś, że masz wielu bohaterów, który z nich jest główną postacią?

W tym rzecz. Nie ma tu jednej głównej postaci. Jest to opowieść o bohaterze zbiorowym. O rodzinie wrzuconej we wspólną przygodę i tym jak ich wady ścierają się ze sobą jak ranią się wzajemnie. Moi bohaterowie muszą znaleźć wspólny język, otworzyć się i dostrzec siebie nawzajem. To opowieść o starszym wywyższającym się bracie, który w końcu doceni młodszego lekceważonego brata. O matce do której dotrze, że krzywdzi córkę bo ważniejsze jest dla niej to co powiedzą obcy. O chłopaku zazdroszczącym innym tego co mają, który dostrzeże, że już posiada największy skarb, brzemienną ukochaną. O samotnej babci, która zajada smutki po stracie męża i musi otworzyć się przed rodziną by powiedzieć jej o bólu, który przeżywa. O mężczyźnie, prowadzącym hulaszczy i rozwiązły tryb życia, który niespodziewanie odkryje miłość. O dziewczynie, która leni się bo nie potrafi podążać drogą wytyczoną przez innych i musi odnaleźć to co naprawdę ją samą interesuje. Wszyscy zebrani razem są bohaterem tej opowieści.

„Wbrew”

komediodramat
autor: Remigiusz Makuch

pobierz one-pager

Dlaczego Gdynia jako miejsce akcji?

To moje miejsce, od lat też jako świadomy wybór. Zresztą rozszerzanie bazy lokacji filmowych zawsze służy. O wiele lepiej ogląda mi się na ekranie nowe miejsca.

Poza tym w Gdyni jeśli plaża to w centrum, jeśli las to w środku miasta i jako najszybsza droga na jego drugi koniec. Zabudowa niska, nawet kameralne uliczki mają dużo światła i przestrzeni. A jeśli mieszka się na blokowisku jak ja, to nadal jest tu dużo zieleni i miejsca pomiędzy. Tutaj jest inne tempo, wolniejsze. I trajtki.

Ta przestrzeń, światło, wiatr, morze tworzą klimat, dzięki któremu powstaje tu inna muzyka. Nie tak duszna jak w innych częściach kraju. To coś się wytwarza na skraju lądu i morza, nad Bałtykiem nocą.
Są też miejsca, których już nie ma, jak Dalmor, w którym postały najważniejsze Trójmiejskie płyty ostatnich lat. Teraz jest tam „strefa prestiżu”. Niedługo zabetonowane zostanie też Wzgórze Orlicz-Dreszera, które jest niezwykłym miejscem pamiętającym entuzjazm i dzikie budownictwo powstawania miasta. 
Chciałbym niektóre rzeczy móc ocalić, inne mniej oczywiste pokazać, a cały gdyński pijar odbrązowić.

Skąd decyzja, by był to komediodramat?

Parę lat temu na pytanie o moją wrażliwość filmową odpowiedziałbym Nieodwracalne Gaspara Noe. Nadal uważam, że to piękny film. Natomiast największą siłę rażenia mają dla mnie filmy środka. Gatunkowe propozycje na ważne tematy.

W kontekście mojego filmu taką referencją jest Silver Linings Playbook, ale też na długo zostały ze mną np. takie brytyjskie opowieści jak Pride czy The Boat That Rocked.

Ważna dla mnie jest cześć kinematografii, którą można by określić jako feel good movie. Nie chcę zostawiać widzów z rozpaczą. Raczej ze łzą i uśmiechem. Uważam, że tworzy to w nas przestrzeń do objęcia całego spektrum doświadczeń. Od dobrych do złych. Tą przestrzeń tworzą jedne z moich ulubionych zakończeń; The Graduate, Lost in Translation.

Co jest dla Ciebie najważniejsze?

To, że rodzina to wybór. Zawsze, codziennie. Powszechne przekonanie, że jak trwoga to do więzów krwi uważam za toksyczne. Jest wiele osób, które niewiele dobrego od rodzin dostały. Wtłaczanie w taką narrację ma swoją cenę. Tą ceną jest szczęście, zdrowie, życie.

Presja na utrzymanie się w ramach rodziny to przyzwolenie na te przemoc, strach, wieczne tkwienie. Po takich przejściach ciężko się znów otworzyć, zaufać czy nawet myśleć, że inna rzeczywistość jest możliwa. A jest możliwość wyjścia poza tradycję. Na coś opartego na wolnym wyborze i zaufaniu. Na budowanie własnej konstelacji ludzi, których można kochać i na nich polegać, bo taką decyzję podjęliśmy.

Pytania?

Jeśli macie Państwo pytania, zapraszam do kontaktu.

Andrzej Gorgoń
Dyrektor Zarządzający

a.gorgon@storylab.pro
tel. 602 313 217

0
    Twój koszyk
    Koszyk jest pustyWróc do sklepu